Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 192 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

News ^^

Aktualnie rozpoczął sie rok szkolny wiec notki będą... sie pojawiać :D (jak wymyśle coś mądrzejszego to napisze :D)




Tytuł dopadła grypa i nie zdąrzyl przysłać zmiennika. Za utrudnienia przepraszamy!

sobota, 13 października 2007 20:13

Tak, tak… wiem. Długo mnie nie było. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. I co z tego?! Nic. I bardzo dobrze [ale ty dzisiaj zgryźliwa] (nie tylko dzisiaj) [fakt…] (no to mnie nie denerwuj).

Nie pisałam, bo mi się nie chciało i tyle. Ostatnio nic mi się nie chce. Jak głupia siedzę przed kompem i gapie się na monitor. I musze stwierdzić, że nic fascynującego w nim nie odkryłam. Nie ma, co! Wykorzystuję swoje życie do granic możliwości… [no a przecież mogłabyś zacząć sobie powtarzać do matury…] (wiesz? Normalnie bym cię za skopała, ale niestety masz racje… Przecież nikt za mnie matury nie napisze… A zresztą! Czym ja się przejmuję?! Najwyżej spróbuje za rok :D).

Dokładnie za tydzień są moje 18 urodziny… Kurna, ale ja stara dupa jestem… No trudno. Czas mija a nam latek nie ubywa :) [a szkoda], (co fakt to fakt).

W moim życiu nic ciekawego się nie stało. Poza 4+ z czytania ze zrozumieniem z polaka, (ale do dziennika poszła 5 i to się liczy :D).

Ostatnio mam jakiś dziwny nastrój do melancholii. Wynikiem tego jest takie malutkie Hmmm… Jak to nazwać… Już wiem! Zbiór zdań niemających sensu, pomimo układania się w jakąś całość (tak mogę scharakteryzować całą moją „twórczość”). Nie mam, co z tym zrobić, a że jest to pierwsze tak metaforyczne, tak pełne różnych środków stylistycznych i innych bzdetów, którymi zanudzają nas na polskim, więc je sobie tu opublikuje. A co?! Zabroni mi ktoś?! <kilka nieśmiałych sprzeciwów> A cicho mi tam matoły jedne!! To mój bloog! Jak się, komu nie podoba to SD!! I sam niech się domyśli, co to za skrót. <cisza na trybunach>. No zdecydowanie lepiej. No to proszę. Moje „Opowiadania” (tylko po kiego ja je napisałam dużą literą?)

 

Światło księżyca niby na siłę wdzierało się do pomieszczenia za wszelką cenę chcąc rozświetlić ciemność nocy. Dać nadzieję, na lepsze jutro. Pokazać, że jutro też jest dzień… Delikatne promienie jakby intuicyjnie padły na skuloną w kącie postać. Chwilę tańczyły w długich srebrnych włosach, jakby pragnąc zachęcić do wspólnej zabawy tak dobrze im znane srebrne oczy. Oczy dziewczyny, za którą ich ojciec – księżyc – czuł się odpowiedzialny. Jednak, gdy w ciemności błysnęły dwie niewielkie łzy promienie przygasły i w całym pomieszczeniu zrobiło się jeszcze ciemniej. Ostatni z promieni, ten, który jako jedyny się nie wycofał usadowił się na srebrnej klindze starego miecza. Niby na złość wszystkim, a szczególnie dziewczynie, wywijał na niej niezliczone piruety, raz po raz zabarwiając się na barwę szkarłatu. Wtedy w srebrnych tęczówkach odbijała się rękojeść „Płaczącego Miecza”. Nazywanego tak głównie przez elfy, które znane były na całym świecie ze swojego zamiłowania do romantycznych ballad i ckliwych historii. Miecz zyskał taką sławę z powodu rubinu przypominającego kształtem łzę, którego zadaniem było zdobienie rękojeści. Nikt już chyba nie pamiętał jak to było naprawdę… Że to nie jest łza a jedynie kropla krwi, najświętszej rzeczy dla smoków – panów tego świata.

Nagle skulona, do tej pory, postać wyprostowała się i dumnym krokiem podeszła do broni. Z jakimś nieopisanym majestatem wyciągnęła nad nią rękę i w jednej chwili miecz znalazł się w jej otwartej dłoni. Zdawało się, że sam wleciał w objęcia swej pani tęskniąc za dotykiem jej delikatnej skóry, za łagodnym prowadzeniem szczupłej ręki, zapachem włosów falujących przy najmniejszym nawet ruchu… Wydawało się, że miecz żyje i czuje… Że kocha tą srebrnowłosą dziewczynę, w której oczach brakło było emocji a które jeszcze chwile temu pełne były łez. W ciemnościach poniosło się echem ciche westchnienie rozkoszy. I nie dało się jednoznacznie określić czy to wzdycha dziewczyna, gdy ukochana stal dotknęła nadgarstka, czy może miecz, gdy serce klingi dotknęło umiłowanej skóry… Kochali się… I przez tą miłość ona miała dzisiaj umrzeć. Sama miała zadać sobie śmierć tym, co było dla niej najdroższe… Miecz znów miał stać się zwykłym kawałkiem stali owianym legendą. Pięknym a jednak tak pustym i nic nieznaczącym… Znów miano o nim rozpowiadać legendy… O jego niedostępności, straszliwej mocy i ciągłym wyczekiwaniu na wybrańca… A on miał to znosić z pokorą, pamiętając o swojej ukochanej, która tak jak jej poprzednicy, zginęła w morzu własnej krwi. Krwi, która po raz setny wzmocniła jego własną klingę czyniąc go tym samym nieśmiertelnym, wiecznie trwałym.

Szuranie otwieranych drzwi zakłóciło święta ciszę unoszącą się w powietrzu. Przeszkodziło pożegnaniu.

Osoba, która pojawiła się w pomieszczeniu, chyba nie zdawała sobie sprawy, że jej obecność jest niepożądana. Wręcz przeciwnie. Krokiem pełnym majestatu i wrodzonej dumy, godnej następcy tronu najpotężniejszej z ras, kroczyła przed siebie aż znalazła się na wyciągniecie dłoni od dziewczyny. Zaciekawione promienie powróciły do pokoju i teraz zamiast oświetlać srebrnowłosą starały się rozpoznać, kim jest ów tajemnicza postać. Gdy jeden z odważniejszych braci zdecydował się rozświetlić jej twarz dało się słyszeć cichy pisk i znów zrobiło się ciemno. Bo przecież to Escalo! Syn samego Argasa! Władcy smoków! Ten, który będzie władał znanym im światem! Ten, który już teraz ma moc przewyższającą ojca…. A jednoczenie ten, który nigdy mu się nie sprzeciwił.

Chłopak, mniej więcej dziewiętnastoletni o delikatnych rysach twarzy, niezwykłych srebrnych oczach, których źrenica miała kształt gwiazdy polarnej – jego opiekunki, krótkich srebrnych włosach z delikatnymi rubinowymi pasemkami, nie miał pojęcia, jaki popłoch wywołał wśród dzieci księżyca. I wiedzieć nie chciał. Zbyt zajęty był obserwowaniem dziewczyny. Patrzył na nią spojrzeniem pełnym bólu i rozpaczy. Starał się uśmiechać, ale i uśmiech niemal ociekał desperacją. I ona tak na niego patrzyła. Był… Nie! Nadal jest! Najdroższą jej osobą na tym świecie. Niewiele myśląc wpadła w jego silne ramiona. Niemal w tej samej chwili poczuła jak on mocno ją obejmuje. Tak jakby chcąc zamknąć w tym uścisku już na zawsze i nigdy nie puszczać. Ochronić przed złem tego świata… Tulił ją a całym jego ciałem wstrząsał szloch. Chciał jej tyle powiedzieć. Jak bardzo ją kocha, ile dla niego znaczyła, jak będzie mu jej brakować. I przeprosić, że tym razem nie może jej uratować… Niestety z jego ust wydobywał się jedynie ryk rozpaczy, zranionego zwierza, któremu ktoś jeszcze za życia wyrwał serce…

Lecz ona wiedziała… Nie musiał nic mówić…

-Będziesz przy tym? – Wyszeptała mocniej wtulając twarz w jego tors.

Kiwnął potakująco głową, bo nadal dusiły go łzy nie pozwalając na wypowiedzenie choćby jednego słowa.

Usiadł na podłodze i pomimo jej niezbyt usilnych protestów posadził ją sobie na kolanach, znów zamknął w swoich silnych ramionach. Lecz tym razem jej wzrok skierowany był na ostrze miecza, którego ani na chwilę nie wypuściła z objęć. I tak razem, złączeni własną miłością, ukołysani niemym przedstawieniem dzieci księżyca, przerażeni tym, co miało się wydarzyć doczekali chwili, gdy noc ustępuje miejsca dniu, gdy księżyc chowa się przed blaskiem słońca żegnając swoją podopieczną nie wiedząc, że widzi ją po raz ostatni. I z chwilą pojawienia się pierwszych dzieci słońca nastąpiło pożegnanie.

Jeden ruch ręki, jeden ostatni taniec srebrnej klingi, jedna wąska strużka krwi, jedna rozpacz, dwie śmierci…

Oto jak strach niszczy piękno…

 

 

To tyle.

Jak mnie, kiedy najdzie ochota to może rozwinę to do formy opowiadania. Nawet mam już pomysł :D. Ale to, kiedy indziej :D. A teraz żegnam się z państwem i idę dalej gapić się w monitor. Ot, co!

 

<macha ręką na odczepnego>

 


Podziel się
oceń
0
0

Tylu odważyło sie coś napisać (14) | Skomentuj :)

Godzina życia zmarnowana w tramwaju... Przeklęta liczba 70...

wtorek, 25 września 2007 19:04

HELP ME!!

Ratunku!

Jestem załamana!

 

Dobra! Dość tego dennego wstępu! (Tak dennego jak cały dzisiejszy dzień…. A miało być tak pięknie :/).

 

Dzisiaj odbyła się długo wyczekiwana wycieczka do Wrocławia. Pojechaliśmy na Festiwal Dni Nauki (czy inne głupoty… To mnie akurat nie interesowało :/) [a powinno. Może wtedy byś się zastanowiła czy warto w ogóle jechać :/] do Akademii Medycznej… No i tylko to, ze dojechaliśmy odbyło się zgodnie z planem…

 

A zaczęło się od tego, że…

 

Moje plany wzięły w łeb! Innymi słowy zostałam rano zmuszona do wyjścia z psem udania się do najbliższego kioski po bilety. Potem w biegu jadłam śniadanie i niemal nie spóźniłam się na autobus. Na szczęście dziad się spóźnił (Alleluja! Tylko to mnie uratowało od dryłowania Bóg wie gdzie :/). No, ale w autobusie dorwałam Tofika i było nieźle :D. Kiepsciutko to zaczęło się dziać już w pociągu… Ja, Kasia i Kadi z naszym wrodzonym szczęściem zajęłyśmy miejsce koło jakiejś miło wyglądającej pani… Dopiero, kiedy ruszyliśmy okazało się, że to… POLONISTKA! W dodatku znająca naszą polonistkę…

 

Masakra…

Potem było już tylko gorzej…

 

Do Akademii trzeba się dostać tramwajem… (dla wyjaśnienia. W Legnicy nie mamy tego zabytku przeszłości. Mamy tylko autobusy MPK… A nie! Przepraszam! Mamy jeszcze jeden tramwaj… Tyle, ze nieczynny i służy on jedynie jako eksponat dla wycieczek z podstawówki :D). Zgodnie z zaleceniem nauczycielki weszliśmy to tramwaju Nr 70 (od dzisiaj nienawidzę tej liczby). Ruszyliśmy… Nikt nie ma złych przeczuć… Dopóki nie wyjechaliśmy na jakieś zadupie i nie staliśmy tam… 20 minut! A po piętnastu okazało się, że nie ma z nami kierowcy (Tofik zaczynał już mieć nadzieję, że może coś się zacznie palić… Albo przynajmniej nas porwali i nie dojedziemy do naszego miejsca przeznaczenia… Czcze marzenia :/). Po 20 minutach tramwaj ruszył. I nie wiedzieć, czemu ruszył w kierunku, z którego przyjechał… Zrobiliśmy kółeczko :D [co ty się kretynie tak głupio szczerzysz! Przecież to byłą tragedia!!] („Dzień świstaka” RULEZ!! Pętla czasu :D). No, ale minęliśmy „punkt strategiczny” i jedziemy dalej… 40 minut!! Na miejsce dojechaliśmy po godzinie. No i oczywiście się spóźniliśmy! I do muzeum i na wykład! Ale ok… Do muzeum anatomii i tak weszliśmy… Tyleż, że przewodnik nas olał i było ogólnie h*****!! Kadi się poryczała na widok zdeformowanych ludzkich płodów, Kasia się przyznała, że ma klaustrofobie, musiałam je uspokajać, w dodatku patrzyłam na zmumifikowane ludzkie kończyny (przypomniała mi się „Mumia” i wszystkie filmy o piratach…), powiększone ludzkie płuca (w pewnym momencie myślałam, że ta moja bułeczka jogurtowa, będąca moim drugim śniadaniem mi się cofnie. Na szczęście nie :D).

 

Na wykład nas nie wpuszczono. Bo i tak nie było miejsca… (nieważne, że potem dostaliśmy ochrzan za to, że nas na wykładzie nie było… Bo przecież „Były wolne miejsca”! Taaa… Jasne! A może mi ktoś jeszcze powie jak się to tych wolnych miejsc dostać? I ja na żadnej zapyziałej podłodze siedzieć nie będę!). W takim razie ruszyliśmy (znaczy ja, Kadi, Kasia i Toficzek nasz kochany :*) na poszukiwanie pożywienia. A po ludzku szukaliśmy McDonaldsa albo w najgorszym razie KFC. Niestety! Do Pasażu Grunwaldzkiego Kasia wejść nie chciała a do galerii (jakiejkolwiek) też nie, bo podobno nie zdążymy. Wiec łaziliśmy marząc w duszy o hamburgerze… Tofik był już całkiem zdesperowany. W pewnym momencie zerwał z krzaka liść i zaczął mu się przyglądać. Poczym odkrywczo stwierdził:

 

-To też jest jadalne!

-Ale my jesteśmy mięsożercami!

-To możemy to zjeść. Wystarczy, ze w naszym łańcuchu pokarmowym pominiemy krowę.

 

<GLEBA>. Ten to ma pomysły… Potem znaleźliśmy cukiernie… Obok zakładu pogrzebowego. Od razu nam minęła ochota na tą bułkę. Wróciliśmy do Akademii głodni, zmęczeni, wkurzeni i ogólnie nie ten tego! Odsłuchaliśmy ochrzanu (już nam było wszystko jedno) i wróciliśmy na dworzec. Tym razem jechaliśmy tylko ok. 15 minut… Bo tramwaj był dobry :D. I nareszcie pojawiła się nasza ZIEMIA OBIECANA! Nasza Valchala! Nasz Eden!  McDonalds! Ach… Ten smak niezdrowego jedzenia!! :D… <Mniam> :D.

 

Droga powrotna to najlepsze, co nas dzisiaj spotkało. Ci, co mieli jeszcze siłę się wygłupiali, porobiliśmy trochę zdjęć, (ale niestety nie nadają się do publikacji…  :D). I ogólnie staraliśmy się nie myśleć o Akademii…

 

W domu… Nareszcie w domu…

 

Dobra!! Koniec! Nie mam zamiaru więcej się rozpisywać na temat dzisiejszego dnia!

<nara!>


Podziel się
oceń
0
0

Tylu odważyło sie coś napisać (6) | Skomentuj :)

Witam z powrotem dobry humor i zarypistego jobla :D

piątek, 21 września 2007 21:44

Ha! I mamy kolejny weekend :D. A ja jestem happy, bo jutro nie ma zaplanowanych fakultetów z biologii i mogę się nareszcie wyspać :D [no, bo przecież nie mogłaś się wyspać, kiedy niemal przez cały tydzień miałaś na 9 nie?] (Nie wtrącaj się :P <wystawia język>).

Jak widać mój zły humor wyniósł się w siną dal. Tam gdzie pieprz rośnie i w ogóle daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko, daleko,  [=_=’’], daleko, daleko (…), daleko x555 :D. Chociaż nie wiem czy to dobrze :D. Bo stwierdzam, że mi totalnie odbiło. Ale zanim o tym chciałam podziękować za pomoc wyjścia z dołka, (ale nikt nie rzucił łopaty <foch>). DZIĘKUJE :D. No i jestem zaskoczona (zaskoczona? Toż to eufemizm!! Ja jestem w totalnym szoku!! Ze trzy razy zaliczyłam glebę!! Bolało :/. No i sąsiedzi przyszli się poskarżyć, że im żyrandol spadł na głowę… Do kompletu dostał spłaszczony drzwiami nos :D). Ktoś jest moją fanką? <gleba> (Auć… Boli…. I pewnie sąsiad znowu przyjdzie się poskarżyć :/. Albo przyśle syna. Podwójne :/ :/. Gdyby, chociaż syn jakiś przystojny był…) [zamknij się! I wracaj do tematu! <KZP>] (dobra, dobra… Nie czepiaj się. I uważaj, bo zakwasów dostaniesz). Naprawdę jestem w szoku no i oczywiście mile zaskoczona :D (ach ta moja próżność… Została nieźle połechtana… Biedni moi kumple. Przez to jeszcze bardziej mi odbiło :D.

„Pokićkana”? Hmmm… Muszę się przyznać, że dawno nie słyszałam w stosunku do siebie tego określenia :D. Miłą odmiana po „szurnięta”, „walnięta”, „nienormalna”, „kretynka”… Naprawdę miła :D. I żeby nie było wątpliwości :D. Ja to traktuje jako komplement :D.

No a wracając jeszcze to ostatniej notki. To tak. Znalazłam w końcu leki na ból głowy :D. Ale niestety tylko „APAP”. Trudno :D. Ale kiedy wróciłam zauważyłam, że WŻG (no teraz przynajmniej wiecie jak ma na imię moje kochane uosobienie rozsądku :D) dorwał się do klawiatury i komputera. No i oczywiście musiał się na mnie poskarżyć nie? <Krzywi się>. I jeszcze tak debilnie się pożegnał :/. Ech… Trudno. Musze z nim żyć. Ale Wy nie. Więc was wszystkich przepraszam, że musieliście go znosić, przez ten krótki czas. I mam nadzieję, ze nie zostawiło to zbyt dużego urazu na Waszej psychice. [Hej!! Nie przesadzaj! Aż tak zły nie jestem!] (Tylko jeszcze gorszy).

 

Dobra. Teraz mogę się zabrać za komentowanie tego tygodnia :D. Nie powiem. Było nieźle :D. Nawet jak na szkołę :D. W poniedziałek miałam się przepisać do grupy podstawowej z anglika (nie jestem samobójcą i nie mam zamiaru zdawać rozszerzonego :D), ale nas wykopali (no tak… Trochę nie ten tego podział 26:7… :/) i powstała grupa „po połowie” :D. Mi to tam na rękę :D. Niemal nic nie robie przez 45 minut anglika :D. I jest super :D. W dodatku nasza polonistka wyjechała na wycieczkę (a nas zabrać nie chciała! Buuu!! Będę płakać!), co zaowocowało dwoma dniami na 9 :D. He he :D. Żyć nie umierać :D. Poza tym historyk się rozchorował (pierwszy raz od dwóch lat!! Toż to cud!!) i nie mieliśmy histy [to raczej oczywiste]. Muzyka dla moich uszu :D. W dodatki Kadi w końcu założyli neta :D. Nareszcie!!

 

KADI! WITAJ W WIELKIM ŚWIECIE! :*

(to taki przerywnik :D).

 

Nareszcie się zmusiłam i ruszyłam swoje 4 litery do biblioteki i wypożyczyłam „Ferdydurke”. I jestem w głębokim szoku [ty się tak nie szokuj, bo ci ten wytrzeszcz zostanie] (jeszcze jedno słowo a zrobię ci z tyłka „Grunwald, Cedynię i w ogóle jesień średniowiecza w jednym”). Tą książkę pisał jakiś &^%*$@$%* (cenzura dla niedomyślnych), ale tam mnie wciągnęła, że w ciągu jednego dnia przeczytałam wszystkie zadane rozdziały… Powiem więcej! Mam zamiar przeczytać całość!! [zamiar to ty se możesz :?]. Ciekawe czy mi się uda :D. Mam czas do poniedziałku :D.

Stwierdziliśmy dzisiaj, ze w naszej klasie prowadzona jest religia w systemie rozszerzonym… Bo, bo 3 religie w ciągu tygodnia (dobra, dobra… Ta jedna to przez zastępstwo :D) to lekkie przegięcie :D. Albo i nie… Ja tam rele lubię :D. I mój zeszyt w kaczkowate diabełki :D. A! No i co do reli to dzisiaj dostałam moją pierwszą w życiu -4 z religii… Jak aj to przeżyje?! No jak?! Ja! Ta, która wygrała konkurs o papieżu w zeszłym roku (nieważne, że internetowy i było PW :D [Pełna Współpraca… A widzicie? Jestem przydatny! Czy naprawdę nikt nie chce mnie zatrudnić?!] i, że tam nie trzeba było nic wiedzieć, i że miałam dopiero drugie miejsce, i że wygrałam telefon komórkowy Sonny Ericsson W200 z walkmanem, aparatem… <TRZASK> [przestań się w końcu chwalić! Nikt tego nie chce czytać!] Marudzisz, ale ok... Przepraszam!). Ech… Trudno. Trza będzie jakoś to sobie odkuć. Będzie okazja to pewne :D. I musze się pochwalić, że dostałam dzisiaj autograf mojego matematyka w moim zeszycie od matematyki MOIM czerwonym długopisem! Innymi słowy dostałam znaczek za odrobienie zadania domowego :D. No i jeszcze rozwaliłam sobie rękę otwierając butelkę (to tylko chyba ja potrafię :D. Brawa dla tej dziewczyny! Potrafi sobie zrobić krzywdę plastikowym korkiem do butelki z napojem energetycznym! Brawa! <klaskanie kilku znudzonych widzów, którzy co chwila tylko zerkają na zegarek mając nadzieję, że to debilstwo nareszcie się skończy> A takiego wała! <zgina rękę w dość dziwnym geście>. Jeszcze trochę pomarudze! [ale tylko trochę, bo czas lulu…].

 

Ostatnio sztacham się jedna piosenką z repertuaru Szymona Wydry. A mianowicie „Tak Tak To Ja”

 

„ […] tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten sam
tak tak - tam w lustrze
to niestety ja
tak tak - ten sam […]”

 

Ten moment podoba mi się najbardziej :D.

 

Dzisiaj byłam na Big Zakupach i zakupiłam następujące rzeczy: napój energetyczny (wspomniany wcześniej… I to przez niego mam właśnie plasterek na rączce. A pod plasterkiem kuku [chyba na muniu]), ołówek – myszkę (żeby się żabka sama z żyrafą nie nudziła :D), ołówek – rybkę (dla Kadi :D. Bo mnie prosiła jakby, co. A jak Kadi nie będzie chciała to trudno… I myszka i żabka i żyrafa [o rzesz! Prześladuje mnie zwierzyniec!] chętnie powitają nową koleżankę :D), kołozeszyt do fakultetów z biologii (z zielonym porsche na okładce :D), jogurcie (opakowanie właśnie stoi obok klawiatury na biurku :D. Jak do jutra samo nie pójdzie do śmietnika to je wyniosę :D), żelki – cola (szpinakowych nie mieli :D) i… I to chyba wszystko!

 

Uff… To chyba jakoś streściłam ten tydzień i udowodniłam wszystkim, że mój podły nastrój się ulotnił :D. Teraz pozostało mi tylko czekać na wtorek i wyjazd do Wrocławia! <obłęd w oczach> McDonald’s <podwójny obłęd> [tak… bo nie masz go w Legnicy :/]. A muzeum i wykład jakoś się przeboleje :D.

 

A teraz idę szukać mojego niebieskiego długopisu z brokatem <bierze do reki latarkę, kilof, zakłada hełm, żegna się z rodziną i wyrusza na poszukiwania>.

Do zobaczenia! Albo raczej do przeczytania! (Mam nadzieje :D. Bo kto wie czy przypadkiem mnie jakaś kupa śmieci nie przywali? :D).

 

Dobranoc!

PS. Pożegnam się cytatem (albo raczej dwoma :D) z „Ferdydurke”

 

  1. „Stał i stał i stał i stał… Zupełnie jakby siedział”
  2. „Mam to wszystko w du… żym poważaniu :D

Podziel się
oceń
0
0

Tylu odważyło sie coś napisać (8) | Skomentuj :)

Psychika na wyczerpaniu... :/

sobota, 15 września 2007 21:59

Co to ja chciałam? Chyba nic… [nie bajeruj :/]. (Dobra, dobra… Już się tak nie krzyw, bo ci tak zostanie :/). Tak naprawdę to jednak coś chciałam. Poużalać się nad sobą i swoim marnym życiem :/. Tak, tak… Będę marudzić. Resztę czytasz na własną odpowiedzialność.

Mam dołek… Dość głęboki… Dobra! Bez owijania w bawełnę. Mam doła głębokości Rowu Mariańskiego, (chociaż po dłuższym zastanowieniu… Rów Mariański jest płytszy :/). Szkoła mnie dołuje a życie zakopuje… Ale się dobrali :/. Nic tylko pogratulować współpracy… <sarkazm>.

Dzisiaj mam za sobą kłótnię (dobrze, że jedną :/), trochę łez i mega wnerw :/. Czego chcieć więcej? [Trochę optymizmu?] (Wyprowadził się). Ech… Pomiędzy znajomymi udaje, że wszystko jest ok. Zgodnie z mottem z nagłówka. A niech się kurde powkurzają ci, którym zależy na moim kiepskim samopoczuciu :D (to zdanie nie ma sensu… :/). Deprecha pojawia się, kiedy siadam w domu, gapie się w telewizor albo w komputer (ostatnio nie robi mi to żadnej różnicy) i zaczynam o wszystkim myśleć… (a myślenie boli… :/). To wtedy idę z psem i nieodłączną mp3 na spacerek i znowu jest w porzo… A kiedy wracam wszystko jest tak samo… Nie! Osiągnęłam psychiczne dno… Dobrze, że został mi jeszcze muł… Ktoś mi rzuci łopatę, żebym mogła się wykopać? (albo zakopać… Zobaczymy… :/) [wykopać? Dziewczyno! A co ty dziewczyno ziemniak jesteś? Chyba za dużo biologii i za dużo gadania o skrobi… Na mózg ci padło!] (dobrze, że chociaż miało gdzie paść).

Sama nie wiem, co mi jest… I to chyba najgorsze… Ja! Optymistka! Ja! Świr Totalny! Mam Doła… Czas umierać… Ech… Kiepski dowcip :/. Nawet poczucie humoru mi się stępiło :/. Jedyne, co mnie pociesza to zakończony sukcesem szturm na naszą (moją i Kadi) ławkę :D. Kadi byłaś wielka!! :*. Przynajmniej jedna rzecz, jaka mi się w tym tygodniu udała… Ech…

Ma ktoś jakiś sposób na wyjście z doła, kiedy nawet sprawdzone metody nie pomagają? (sztachnęłam się wszystkimi piosenkami na optymizm, jakie tylko miałam… I co? Macie rację. Nie pomogło :/). Bo mi się wszystko skończyły… Nawet ładowanie wszystkiego w d**** nie daje rezultatów. Stwierdziłam, że mam wszystko w 4 literach i guzik mi pomogło… Ech… ;( [dobra! Jak do tego miejsca byłem spokojny! Ale już nie mogę! TY MNIE WEŹ WAŻKA NAWET NIE DENERWUJ!! Zabierasz mi fuchę!! To ja mam cię dołować a nie odwrotnie!! Dziewczyno! Weź się w garść, bo jak nie to JA ci pomogę! A dobrze wiesz, że tego nie chcesz!! <Oddala się na pewną odległość> <celuje> <KZP> I co? Ja to prawie jak Chuck Norris!! <puszy się>] (AŁA!! Zwariowałeś?! T boli!! <łapie się za głowę, w którą przed chwilą dostała porządnego kopa z półobrotu>. Idę po aspirynę! A jak dobrze pójdzie to i „Ibuprom” znajdę… A jak wrócę ciebie ma tu nie być!! <Wstaje z krzesła i wyrusza na poszukiwanie proszków od bólu głowy>).

[No i poszła! I bardzo dobrze! Bo ostatnio jedzie od niej mieszanką sentymentalizmu i użalania się nad sobą;/. Normalnie nie mogę już tego wytrzymać! Więc proszę! Poradźcie jej coś, bo ja stracę pracę! A tak nawiasem… Nikt z Was nie potrzebuje własnego upersonifikowanego uosobienia rozsądku? Jestem tani, przystojny, łatwo dochodzę do kompromisu… Podsuwam dość fajne teksty… Mam doświadczenie we wkurzaniu ludzi i nie tylko. Za niewielką dopłatą mogę nawet podpowiadać na klasówce! Radzę się zastanowić. A póki, co pójdę poprzeglądać oferty pracy <bierze do ręki gazetę> <spogląda na drzwi> <denerwuje się>. No tak! A tej jak nie ma tak nie ma! Ona chyba produkuje te leki! A może zemdlała gdzieś po drodze? Eeee… <macha ręką> na pewno nie. Nie mam takiego farta. Pewnie za chwile się tu przywlecze. Ale nie każe wam czekać do tego momentu. Wiem, że i tak macie już dosyć tej dennej notki… W takim razie ja ją zakończę i się pożegnam.

 

Dobranoc,

Pchły na noc.

Karaluchy,

Do poduchy.

A szpypawy

Do zabawy!

No, co się tak patrzycie?! Drogiej młodzieży! Już pora lulu! Siusiu, myju myju, ewentualnie paciorek i spanko! Ja zaraz też Ważkę wywalę do łóżeczka <obłąkańczy śmiech> <buahahaha>. Więc mi tu nie marudzić i SPAĆ!! <Wrzask porównywalny ze startem odrzutowca>

DOBRANOC

Wasz WŻG].


Podziel się
oceń
0
0

Tylu odważyło sie coś napisać (9) | Skomentuj :)

Po pierwszych fakultetach :/

sobota, 08 września 2007 14:38

 

No i jakoś przeżyłam… (ale ciężko było. Od 9 do 12.30… W pewnym momencie myślałam, że zwariuje!!). Wynudziłam się cholernie. Żeby nie zasnąć zajęłam się cykaniem fotek z komórki… I tylko uważałam, żeby nauczycielka mnie nie ścignęła. A o to wyniki mojej ciężkiej pracy.


(to jest moja temperórka. Pierwsze zdjęcie jakie zrobiłam dzisiaj :D)


(to jest mój kochany ołówek - Żabka :D)


(okładka od zeszytu z biologii :D. I znów żabka :D)




(przekrój przez kosmek jelitowy :D. Na zdjeciu można zauważyć naczynie limfatyczne zaznaczone w tym przypadku kolorem zielonym, naczynie żylne - kolor niebieski, naczynie tętnicze - kolor czerwony, naczynia nerowe - kolor pomarańczowy i enterocyty zaznaczone ołówkiem na obrzegach kosmka :D.
Ale zaszpanowałam wiedzą :D. Ale to tak na znak, że jednak uważałam :D. I nie przespałam całej lekcji :D)


(uśmieszki :D. Rysowałam je z tyłu zeszytu :D. A potem sfotografowałam :D)


(A ty mamy mój kochany wspomniany już wcześniej ołówek leżący na moim piórniku :D. Jak widać mam manię żab :D. Albo raczej manię prześladowczą Tofika :D).

I to chyba na tyle. Bo padam. A! I jeszcze... Aleks popisała się dzisiaj inteligencją pijąc wode demineralizowaną (dla niewtajemniczonych - destylowaną) i nie mogąc napluć do probówki (po prostu nie mogła trafić... Ale lepiej nie pytajcie o to... Tak dla własnego dobra :D).

Teraz spadam zakuwać do poniedziałkowej klasówki. Nara!!

Podziel się
oceń
0
0

Tylu odważyło sie coś napisać (7) | Skomentuj :)

piątek, 23 lutego 2018

Przybyło:  16 204  

To co jest

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Zdjęcia

Ja i tylko ja! (chociaż może nie do końca :D)

Jestem sobą. I chyba nikim więcej. Czyli dokładnie jestem nikim :D.
Tułam się po tym świecie od 18 lat zastanawiając się właściwie po co.

„Bo skoro dobry Bóg
Rzucił mnie tu
Muszę przecież mieć
Dla mnie jakąś rolę”

Tylko zastanawia mnie, jaką.

„Czy też po dobrej stronie?
Czy może po tej drugiej?”

Szczerze to wolałabym po tej dobrej:D. Ale

„Co ma być to będzie, niebo znajdę wszędzie”

W międzyczasie wypełniam swoje życie śmiechem, zabawą i zbytnim optymizmem :D. Nienawidzę się smucić, ani nudzić. Zawsze mam nadzieję ;D (i więcej szczęścia niż rozumu :D). Bo przecież:

„Nic nie stoi na przeszkodzie
Kochać, marzyć, śnić, na co dzień
Nic nie stoi na przeszkodzie
Wierzyć w swój przychylny wiatr”

Kocham cytaty. Ale nic nie poradzę. To moje małe zboczenie :D.
Wiem kim jestem. Czyli skupiskiem wad bez krzty talentu. Jestem żałosna, Jestem nikim. Ale dobrze mi z tym! Wierze, że trzeba cieszyć się życiem jak najmniej ufając przyszłości :D. „Żyj tak jakby nie było jutra”.
Mam kodeks moralny, którym staram się kierować w życiu
Cenię sobie samotność. Nawet bardzo. Jestem samotnikiem i z wyboru, ale potrafię być przyjaciółką.
Ukochana piosenka, która zawsze poprawia mi nastrój: „Musisz Uwierzyć” i „Siła wiatru”.
Motto życiowe: Czy warto się czymkolwiek przejmować? Niech świat zginie jeśli ma na to ochotę!

To chyba tyle. Jeśli chcecie więcej to zapraszam na http://wazka321.bloog.pl/d,15,m,8,r,2007,.
Jeśli masz jakieś pytania to wal śmiało wazka321@wp.pl

Daj ocenkę! Byle wysoką! :D






jak głosowano

Co tu jest

Moje zwykłe szare życie, ukazane z jaśniejszej strony :D. Szkoda czasu na zmartwienia! I tak świata nie zmienie! Ale co się nawyżywam to moje! :P.

Liczby, liczby i jeszcze raz liczby...

Pokazało się: 16204
Notki
  • liczba: 37
  • komentarze: 134
Galerie
  • liczba zdjęć: 15
  • komentarze: 5
Zanudzam już od: 4029 dni

Uśmiechnij się :D

Nauka nie zabija, ale po co się narażać? :D

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl